Szukałeś dziś w sieci, co wygrało w plebiscycie na młodzieżowe słowo roku? Za chwilę poznasz zwycięzców z kilku lat i kulisy całej akcji. Przy okazji zobaczysz też, jak podobne rankingi wyglądają w Niemczech.
Czym jest Młodzieżowe Słowo Roku?
Plebiscyt Młodzieżowe Słowo Roku organizuje Wydawnictwo Naukowe PWN razem z projektem „Słowa klucze” w ramach programu „Ojczysty – dodaj do ulubionych”. Co roku zbierane są propozycje słów, określeń i wyrażeń, którymi faktycznie posługuje się młodzież. Chodzi nie tylko o modne zwroty z TikToka czy memów, ale też o to, jak młodzi opisują świat wokół siebie.
Paradoks polega na tym, że zwyciężyć nie musi wcale to hasło, na które padło najwięcej zgłoszeń. Kapituła konkursu analizuje propozycje i dopiero na tej podstawie ogłasza, co zostaje wyróżnione. Dla językoznawców z PWN to wygodny „sejsmograf” zmian w polszczyźnie – dzięki tym słowom widać, co młodych bawi, irytuje, czego się boją i z czego żartują.
Jakie są zasady plebiscytu?
Jury ma kilka jasno opisanych kryteriów, które decydują o tym, czy dane słowo w ogóle trafi na krótką listę. Brane są pod uwagę przede wszystkim oryginalność, świeżość i kreatywność formy. Liczy się też poprawność językowa, a więc to, czy konstrukcja nie stoi w sprzeczności z systemem polszczyzny.
Bardzo ważne są też ograniczenia. Z konkursu z góry usuwa się wyrażenia wulgarne, obraźliwe, nawołujące do przemocy, nietolerancji czy mowy nienawiści. Nie przechodzą dalej też te propozycje, które były już nagrodzone w poprzednich edycjach. Dzięki temu lista zwycięzców nie zamienia się w powtórkę z najbardziej oklepanych haseł.
Kto wybiera młodzieżowe słowo roku?
Za ostateczny werdykt odpowiada kapituła złożona z językoznawców i dziennikarza zajmującego się kulturą. W jej skład wchodzą m.in. prof. Marek Łaziński z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Ewa Kołodziejek z Uniwersytetu Szczecińskiego, dr hab. Anna Wileczek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach oraz publicysta Bartek Chaciński z „Polityki”. To oni oceniają, które słowo „niesie” coś więcej niż chwilową modę.
Członkowie jury, mając za sobą tysiące zgłoszeń, widzą pewne trendy, ale też wiedzą, kiedy dane hasło jest wymyślone „na siłę”. Gdy pojawia się pomysł taki jak „dwudzionek” – proponowany jako zamiennik weekendu – komisja PWN potrafi go docenić, ale jednocześnie uznać za zbyt purystyczny, czyli sztucznie poprawny. I wtedy takie słowo odpada z finału.
Jakie słowa wygrywały w poprzednich latach?
Od 2016 roku przez polski slang młodzieżowy przewinęło się już kilka głośnych zwycięzców. Zmieniały się platformy, na których młodzi rozmawiają, ale mechanizm był podobny – mocne słowo robiło karierę w memach, komentarzach i rozmowach na żywo. Dopiero później trafiało na listę Młodzieżowego Słowa Roku.
Dla porządku warto zebrać kilka najgłośniejszych przykładów w jednej tabeli:
| Rok | Zwycięskie słowo | Skrótowy sens |
| 2016 | sztos | coś bardzo dobrego, świetnego, „petarda” |
| 2017 | XD | graficzny zapis śmiechu i ironii z internetu |
| 2018 | dzban | ktoś nierozgarnięty, kto robi głupoty |
| 2019 | alternatywka | dziewczyna o „alternatywnym” stylu i zainteresowaniach |
| 2021 | śpiulkolot | miejsce do spania, nawiązanie do memów o „spanku” |
Od „sztosu” do „alternatywki”
W 2016 roku wygrał sztos. To słowo było już wtedy dobrze znane – oznaczało coś wyjątkowo udanego, świetnego, często używane w odniesieniu do imprezy, filmu, piosenki czy sytuacji. W tym samym plebiscycie wysoko były też „ogar”, „beka” czy „gitara siema”, które pokazują, jak mocno na slang oddziałuje kultura internetu i środowisko youtuberów.
Rok później wybrano „XD”. Nie jest to klasyczne słowo, tylko emotikon przypominający uśmiechniętą, przekrzywioną twarz. Jury doceniło jego wszechobecność w komunikacji elektronicznej oraz to, że „XD” dawno przestało oznaczać wyłącznie śmiech. Zaczęło sygnalizować też zdziwienie, zażenowanie albo zdystansowanie się od sytuacji.
„Dzban”, „alternatywka” i rok bez zwycięzcy
W 2018 zwyciężył dzban, czyli określenie na osobę nierozsądną, robiącą kompromitujące rzeczy. Szybko trafiło nie tylko na memy, ale też do publicystyki i nagłówków portali. W tej samej edycji wyróżniono słowa „masny” oraz „prestiż”, a w kategorii „słowo ciekawie zbudowane” – „zwyklak” i „mamadżer”. Widać w nich wyraźną zabawę formą, tworzenie zlepków i przeinaczanie istniejących wyrazów.
Rok 2019 należał do słowa alternatywka, z którym na podium znalazły się jeszcze „jesieniara” i „eluwina”. To zestaw pokazujący, że młodzież chętnie opisuje siebie poprzez styl, porę roku, a nawet memiczną formę powitania. Z drugiej strony jury zdecydowało się wtedy zdyskwalifikować często zgłaszane słowo „p0lka”, uznając, że jest stygmatyzujące i uderza w konkretną grupę.
Najbardziej burzliwy okazał się rok 2020:
- najczęściej zgłaszane były formy od nazwiska znanego polityka,
- na drugim miejscu znalazło się określenie „Julka”, używane w dyskusjach światopoglądowych,
- trzecie miejsce zajęło słowo „spewuenić”, wymierzone w samą instytucję organizującą plebiscyt,
- jury uznało, że te propozycje są zbyt agresywne, wulgarne lub personalne.
Konkurs wtedy po prostu nie został rozstrzygnięty. Kapituła zdecydowała się jedynie wyróżnić ironiczny neologizm tozależyzm, opisujący skłonność do odpowiadania „to zależy” na niemal każde pytanie. Ten rok wyraźnie pokazał, jak polityka i napięcia społeczne wchodzą w młodzieżowy slang.
Język młodzieży zmienia się z pokolenia na pokolenie – to, co dziś wydaje się wszechobecne, za kilka lat zwykle brzmi już staroświecko dla kolejnego rocznika uczniów.
Co mówią te słowa o języku i młodych?
Czy z listy zwycięzców można wyczytać coś więcej niż tylko modę na konkretne wyrażenia? Wiele na to wskazuje. Widać choćby, że młodzież szczególnie lubi ironiczne podejście do świata, grę z patosem i mieszanie wysokich rejestrów z potocznymi.
Zwycięskie słowa pokazują kilka powtarzających się cech slangu młodych. Wyróżniają się kreatywną budową, często nawiązują do angielskiego, internetu, gier czy memów. Niejednokrotnie łączą ze sobą dwa światy: szkolny i sieciowy, oficjalny i całkowicie luzacki.
Neologizmy i gry słowne
Trzon wielu propozycji stanowią neologizmy i słowotwórcze żarty. Tak działa „mamadżer”, czyli połączenie „mamy” i „menedżera”, używane wobec rodziców zbyt mocno ingerujących w życie dzieci. Podobnie skonstruowany „zwyklak” to ktoś bardzo przeciętny, wręcz nijaki, a więc odwrotność wyidealizowanych postaci z mediów społecznościowych.
W nominacjach i wyróżnieniach pojawiały się też formy typu „smartwica” czy „smartfica” – wymyślone choroby od nadużywania smartfonów. Tego typu pomysły dobrze pokazują, jak młodzi próbują nazwać nowe zjawiska technologiczne, czasem z przymrużeniem oka, ale przy okazji całkiem trafnie opisując rzeczywiste problemy z uzależnieniem od ekranów.
Internet, emotikony i skrótowce
Ważną częścią plebiscytu są słowa przeniesione wprost z komunikacji elektronicznej. „XD” to przykład znaków graficznych, które zaczęły funkcjonować jak normalne słowo. Podobną historię ma skrótowiec LOL – pierwotnie „lots of laugh”, czyli „dużo śmiechu”. Dziś w wielu wypowiedziach oznacza już raczej coś niespodziewanego albo dziwnego niż typowy żart.
Rozwój mediów społecznościowych sprawia, że takie znaki działają jak emotikony w tekście. Jedno „XD” na końcu zdania potrafi całkowicie zmienić jego ton – z poważnego na ironiczny, z ostrego na żartobliwy. W podobny sposób młodzież używa emoji, które w praktyce bywają alternatywą dla skrótowców znanych z pierwszych komunikatorów internetowych.
Wiele osób pyta, czy te hasła „psują” język. Z punktu widzenia naukowców slang jest raczej naturalnym polem eksperymentów, z którego tylko nieliczne formy mają szansę przejść do ogólnej polszczyzny.
Jak inne kraje wybierają młodzieżowe słowa?
Podobne inicjatywy istnieją nie tylko w Polsce. W Niemczech młodzież od lat głosuje na swoje ulubione wyrażenia w plebiscycie Jugendwort des Jahres. Organizuje go wydawnictwo Langenscheidt przy współpracy z mediami młodzieżowymi, takimi jak „BRAVO” czy BR Puls. Zasada jest podobna – zgłoszenia, krótka lista, a na końcu werdykt jury.
W połowie roku tworzona jest lista około trzydziestu haseł, z których wyłania się finałową dziesiątkę. Dopiero spośród nich komisja przyznaje miejsca od pierwszego do piątego. Cały proces przypomina to, co dzieje się przy wyborze polskiego Młodzieżowego Słowa Roku, ale niemieckie propozycje często inaczej komentują politykę i życie społeczne.
Niemieckie przykłady młodzieżowych słów
Wśród kandydatów do tytułu Jugendwort des Jahres pojawiały się słowa bardzo mocno osadzone w bieżących realiach. Dotyczyły polityków, aplikacji randkowych czy zachowań na ulicy. Kilka z nich dobrze pokazuje, jak działa młodzieżowy slang za Odrą:
- merkeln – w znaczeniu „nic nie robić, nie podejmować decyzji”, nawiązanie do nazwiska Angeli Merkel,
- Smombie – osoba wpatrzona w smartfon, która nie widzi, co dzieje się wokół,
- Tinderella – kobieta intensywnie korzystająca z aplikacji typu Tinder,
- Discopumper – ktoś, kto trenuje tylko po to, by dobrze wyglądać na imprezie,
- Swaggetarier – wegetarianin „na pokaz”, głównie z powodów wizerunkowych.
W nowszych zestawieniach na czoło wysunęły się z kolei takie wyrażenia jak Läuft bei dir! („dobrze ci idzie!”), Gönn dir! („nie żałuj sobie!”), a także zapożyczenia typu „Selfie”. Jest też „Senfautomat”, czyli ktoś, kto „wciska swój musztardowy komentarz” przy każdej okazji – w wolnym tłumaczeniu chodzi o osobę, która zawsze musi dorzucić swoje trzy grosze.
Porównanie polskiego i niemieckiego rankingu pokazuje, że młodzi w różnych krajach dotykają podobnych tematów. Technologie, relacje, presja wyglądu, politycy – to wszystko wraca w formie krótkich, zapadających w pamięć słów. Zmienia się tylko język, którym są opowiadane.
Gdy spojrzy się obok na niemieckie Jugendwort des Jahres, widać, że potrzeba nazywania nowych zjawisk łączy nastolatków dużo bardziej niż same granice czy narodowe różnice.
Dlaczego warto śledzić młodzieżowe słowo roku?
Lista zwycięskich słów to znacznie więcej niż ciekawostka z końcówki roku. Nauczyciele, rodzice i dziennikarze dostają dzięki niej podgląd na to, czym żyją nastolatki. W jednym haśle, takim jak „rel” czy „essa”, upakowanych jest sporo emocji, doświadczeń i sposobu patrzenia na świat.
Samo głosowanie to z kolei dobry pretekst, by młodzi zaczęli zastanawiać się nad językiem. Zadają sobie pytanie, jakie słowo rzeczywiście coś dla nich znaczy, co sprawia im radość, a co odbierają jako obraźliwe. Dla językoznawców to bezcenne źródło danych, a dla każdego, kto próbuje dogadać się z nastolatkami – szybka mapa najnowszego slangu.